wtorek, 7 maja 2013

Sernik mi się przypalił ...

... a nie zdążę upiec drugiego. Ale nie tracę zimnej krwi, studzę skubańca i sprawdzam co znajduje się pod czarną skorupą ...


A tam normalny, dobry serek. Co robić ;)? Zdjąć czarną warstwę, to jasne. Ale żeby ciasto nie wyglądało "łyso", możemy je trochę upiększyć. W tym celu zawartość słoiczka z konfiturą ( u mnie wiśniową) przekładamy do niedużego rondla i podgrzewamy bardzo powoli, mieszając cały czas. Kiedy konsystencja konfitury stanie się płynna, rozprowadzamy naszą "polewę" na cieście. Wygląda ładnie, a jeszcze lepiej smakuje ;).





Macie jakieś swoje tajne sposoby na ciasto przypalone, z zakalcem czy innymi "wadami" ? Podzielcie się :)!

Buziak, K.

poniedziałek, 6 maja 2013

Farmona - odżywka lniana.

Chwyciłam ją "z rozbiegu", nie czytając informacji na opakowaniu. Zapłaciłam jakieś 8 zł. i dopiero w domu zorientowałam się ze jest to balsam do włosów bez spłukiwania ...


Nic to! Producent informuje że balsam można przetrzymać na włosach kilka minut i spłukać. Tak też robiłam. Byłam systematyczna, odżywkę stosowałam 2-3 razy w tygodniu naprzemiennie z różnymi maskami. Obserwowałam i informuję że:

  •  na moich włosach, dość gęstych, półdługich, o średniej porowatości odżywka nie sprawdziła się wcale :(;
  •  kosmetyk ma dość dobrą wydajność (co akurat wcale mnie nie cieszy);
  •  balsam nie nawilżał moich włosów wystarczająco (trzymałam go na głowie zawsze około 10 minut), po wysuszeniu były sianowate i łatwo się elektryzowały;
  • ziołowo-mydlany zapach który w szamponie nie przeszkadzał mi, a wręcz wydawał się miły, w przypadku balsamu był jakoś dziwnie "skoncentrowany" i przyprawiał mnie o lekkie mdłości (naprawdę :().



Konsystencja nieco rzadsza niż budyń ...



Po szampon na pewno jeszcze sięgnę, na odżywkę zdecydowanie się już nie skuszę! Ale co zrobić z odżywką do włosów która do włosów się nie nadaje? Cupcake ma na to sposób ;): należy taką odżywkę zużyć jako środek wspomagający depilację maszynką ;). Balsam do włosów daje świetny poślizg i zmiękcza i skórę, i włoski. Polecam Wam ten patent ;).

Buziaki! K

PS: Jakie balsamy do włosów polecacie?

niedziela, 5 maja 2013

Kupuję tanie baleriny ...

... na lato ( a propos, jak to miło że chociaż ostatni dzień majówki jest ciepły i słoneczny ...)Najlepiej mi się sprawdzają, mogę kupić sobię dwie, a nawet trzy pary, a zużyte buty wyrzucam bez żalu. Zazwyczaj wybieram zupełnie od siebie różne kolory a nawet kształty, bo w mojej szafie różnorodność to podstawa :). Wyjątek robię tylko dla żelkowych czy gumowych balerin - tanie wersje po prostu się nie sprawdzają - są za mało elastyczne, nie dopasowują się do kształtu stopy, ocierają skórę. Z "plastików" najbardziej lubię crocksy ( w tym roku nie mają nic ciekawego, może jest jeden model którym można by było się zainteresować) i mel. Ale o nich innym razem :).


Kupiłam sobie ostatnio dwie pary: w Camaieu (brązowe) i w Diversie. Każda z par kosztowała niecałe 40 zł. Butki są bardzo wygodne, dobrze trzymają się stopy. Oczywiście, jak to z miękkimi butami bywa, "przyklepują się" przy piętach, ale specjalnie mi to nie przeszkadza.




Te butki zostały wykonane z materiały imitującego zamsz i ozdobione metalowymi kuleczkami. Są bardzo płytkie, odsłaniają palce co nie każda z nas lubi. Mają wkładkę ze skóry naturalnej. Znalazłam je w sklepie C. w ubiegłym tygodniu - były przecenione.

A te to nabytek z Diversa, jak widać ;). Są bardzo wygodne. Widziałam też inne kolory: piękny pudrowy róż i chłodny beż - niestety nie było już mojego rozmiaru. 





A Wy jakie buty najchętniej nosicie wiosną i latem?

Buziak, K.

sobota, 4 maja 2013

Miniaturki, próbki, saszetki ... w kwietniu




Zużyłam w kwietniu troszkę "pierdółek". Co szczególnie mi się spodobało?

  • peeling z imbirem i miodem Green Pharmacy - od Basi :* - co prawda nie zdziera, a raczej "szura" po skórze ale pięknie pachnie;
  • próbka Euphorii - piękny, mocny zapach - kiedyś zainwestuję w niego, ale na lato jest zdecydowanie zbyt ciężki;
  • maseczki Perfecta - zawsze mile widziane w mojej łazience :);
  • chusteczki Cleanic - nie wysuszją łap, dłonie się po nich nie kleją, lubię je.
Co szczególnie mnie rozczarowało?

Specyfik o nazwie Bronzing Beauty firmy Lancaster. Ma naturalnie tonować skórę, lekko "opalać" i nadawać jej "zdrowy wygląd". Zamiast tego zabiera mnóstwo czasu bo tępo rozprowadza się po skórze, skóra przyciemniona jest "miniminimalnie". Szkoda fatygi moje drogie, i pieniędzy - bo to drogi produkt. Lepiej kupić zwykły balsam brązujący.

A Wy grzecznie zużywacie próbki czy też regularnie wyrzucacie je do kosza ;)?

Buziak, K.

piątek, 3 maja 2013

Kwietniowe denko ...

... się udało :). Pożegnałam się z kilkoma produktami których, mówiąc oględnie, nie pokochałam. Ale są i moi stali ulubieńcy. Tym razem post podzieliłam na trzy części: "polecam", "czemu nie" oraz "nie, dziękuję ..." ;). W osobnym wpisie pokażę Wam jeszcze miniaturki i próbki które zużyłam w ubiegłym miesiącu i podzielę się moją opinią. Zapraszam do lektury!

Na dobry początek - POLECAM!

Szampon lniany Farmona - świetnie (mocno!) oczyszcza włosy. Krem czy olej zmywają się bardzo dobrze, podobnie jak resztki kosmetyków do stylizacji. Włosy dłużej pozostają świeże a cena kosmetyku jest bardzo przyjemna - ok. 8 zł. Uwaga - plącze włosy więc użycie maski czy balsamu po myciu jest niezbędne.

Odżywka do włosów L'Oreal Absolut Rapair - kupuję na Allegro w cenie około 35 zł.. Świetnie sprawdza się na włosach o wysokiej porowatości. Włosomaniaczkom na pewno nie spodoba się skład pełen chemii, ale rezultat - błyszczące, gładkie, pachnące włosy - rekompensują mi składowe "niedogodności". To moje czwarte czy pięte opakowanie - z pewnością nie ostatnie. 

Oliwka Hipp - wiadomo :).


Dezodorant Avonu "Slip into ..." - bardzo lubię ten zapach.

Dezodorant Isana w sprayu -  lubię i kupuję stale. Zapachy świetne, neutralne, przyjemne, dezodoranty nie podrażniają, przyjemnie odświeżają. I cena - ok. 4 zł :).

Żel pod prysznic Isana - etykietka się biedakowi oddarła. Jest to mój ulubiony wariant z kwiatem pomarańczy :). Ciągle dokupuję jakieś żele Isany i nie nadążam ze zużywaniem ;).


Krem Dermo Face Lipidro - Tołpa. Świetny, mocno nawilżający i odżywczy krem którego używałam na twarz w zimie, a potem "przeniosłam" go na szyję - zawsze sprawdzał się świetnie :).

Mój ulubieniec wszechczasów - Lipidro w wersji pod oczy - fantastyczny krem o właściwościach nawilżających, natłuszczających, odżywczych. Na pewno kupię ponownie!

Krem pod oczy do skóry wrażliwej Tołpa - fajny, lekki, nawilżający. Świetny na dzień, pod makijaż. 


CZEMU NIE ?


Płyn do kąpieli z melisą i rozmarynem Organic Shop - drogi (około 35 zł.), ale o świetnym, naturalnym składzie. Mnie niekoniecznie odpowiadał zapach - spodziewałam się delikatnych "ziółek", a  okazało się że zapach jest intensywnie "trawiasty". Właśnie z powodu zapachu nie planuję ponownego zakupu.

Vegetal Color - świetna, naturalna farba nietrwale koloryzująca do włosów (kolor spłukuje się mniej-więcej po 5-6 myciach). Świetna, to dlaczego w tej "kategorii" ? A dlatego, że zamierzam zamienić ją na wersję trwałą, czyli Herbatint. Tę kupiłam aby wypróbować kolor. 

Suchy szampon Batiste - miniaturka z GB. Szampon naprawdę dobry, ale zapach nie był najpiękniejszy. Do tej wersji już nie wrócę, kupiłam już wersję dla szatynek. Ciekawa jestem czy sprawdzi się na moich rudych włosach.

Geomar - gruboziarnisty peeling z solą morską - saszetka na jedno użycie kosztowała niemało - dokładnie 13,50. I to jedyna wada tego kosmetyku. Zdzierak z niego mocny, skutecznie wygładza skórę, ma przyjemną konsystencję i bardzo delikatny świeży zapach. Wart wypróbowania.

Cleanic intimate - odświeżający żel do higieny intymnej (wersja różana) - normalny, dobry płyn, tylko zapach zbyt intensywny, duszący. Być może wypróbuję inne wersje zapachowe. Żel był bardzo wydajny, poza tym uwielbiam opakowania z pompką.

Olej lniany - spożywczy - świetnie koił rany i podrażnienia, używałam go też jako dodatku do kąpieli. Teraz mamy do wyboru mnóstwo różnych "tłustoszy", ten akurat nadawał się i do twarzy, i do włosów, i do ciała. Ale olej lniany ma bardzo specyficzny zapach który zaczął mi trochę przeszkadzać, póki co zamierzam więc wypróbować inne natłuszczacze.

NIE, DZIĘKUJĘ ...


Zimowy krem do rąk Cztery Pory Roku - wersja z żurawiną, miodem i mlekiem. No cóż, ogromną zaletą kremu był jego przyjemny, kwaskowy zapach. Jako krem zimowy nie sprawdził się wcale - nie chronił wystarczająco dobrze, nie regenerował, nie natłuszczał. Mam wręcz wrażenie że przy regularnym i częstym stosowaniu przesuszał naskórek. 

Eucerin - olejek do mycia ciała - kupiony w promocji za 11 zł. Całe szczęście, bo gdybym zapłaciła za ten kosmetyk pełną cenę )około 33 złotych), nie byłabym zadowolona, ekhem. Nie zrobił nic. Po prostu nic.

Żel do rzęs i brwi Catrice z panthenolem - zero efektów - jakichkolwiek. Zaczął podejrzanie wyglądać więc poszedł do kosza.

Sól/ peeling ??? Stenders - jako sól kosmetyk sprawdzał się świetnie, jednak obsługa sklepu internetowego skutecznie zraziła mnie do dalszych zakupów. Never more!


A o kosmetykach Barwa pisałam wczoraj - żaden z tej dwójki się u mnie nie sprawdził. 

A teraz idę wywalić to wszystko do kosza, 
buziak ;), K.

czwartek, 2 maja 2013

Jak się u mnie sprawdziły kosmetyki "Barwa" ...

Kilka kosmetyków marki Barwa otrzymałam do przetestowania na blogerskich spotkaniach. Firma była mi wcześniej zupełnie nieznana, z ciekawością sięgnęłam więc po moje nowości. Jak wrażenia?




1. Spójrzcie na opakowania - jasne że ważniejsze jest to, co w środku - ale szata graficzna opakowań jest nieładna. Kolory takie sobie, nudno jakoś, a wszystko przyćmiewa zdjęcie (?) umieszczone na energetyzującym balsamie do ciała. Najpierw wzbudziło we mnie grozę - ROZTOCZA ??? - potem ciekawość. Doszłam do wniosku że to chyba miały być jakieś "roztańczone płomienie" ... Najlepiej moim zdaniem wypada mleczko pod prysznic. Podsumowując - estetyka opakowań nie zachęciłaby mnie do zakupu kosmetyków.

2. Zapachy - chemiczne, nienaturalne, raczej nieładne. Po prostu nic ciekawego.

3. Działanie:

a/ Balsam do ciała stosowałam uczciwie i regularnie, codziennie na całe ciało (porzuciłam nawet mój ukochany balsam Natura Siberica). Liczyłam na przyjemne nawilżanie. Co się okazało: balsam ma lekką, "mleczkowatą" konsystencję która szybko wnika w ciało pozastawiając przyjemną w dotyku świeżą skórę. Zapach jest moim zdaniem dość kontrowersyjny, cytusowo-zielony, ale nie był to dla mnie zapach przyjemny. Przez kilka godzin jest dobrze, ale efekt nawilżania okazuje się bardzo krótkotrwały. Po kilku godzinach skóra jest już nieprzyjemnie napięta, a przy dłuższym systematycznym stosowaniu poziom nawilżenia niestety ... spada. Koniec z miłą elastycznością którą "wypracowałam" wklepując codziennie NS. Tak więc balsam energetyzujący zdecydowanie nie jest kosmetykiem dla skóry suchej. Być może sprawdzi się w lecie przy skórze normalnej, nie potrzebującej szczególnych "wspomagaczy". 

b/ Krem do rąk - wiśniowy: znów miałam nadzieję na miły owocowy zapach, ale rozczarowałam się. Zapach kremu jest po prostu chemiczny. Nawilżanie - niewielkie. Lepkość - zbyt odczuwalna. Krótko mówiąc - nie polecam.

c/ Żel na zmęczone nogi - ten produkt mnie do siebie przekonał. Po prostu - robi to, co ma robić. Moje nogi  mają skłonność do opuchlizny, bolą i stają się "ciężkie". Stosowany wieczorem kosmetyk (wcieram go w stopy i w łydki) miło chłodzi skórę i daje uczucie "lekkich" nóg. Mam też wrażenie że pomaga niwelować opuchliznę. Ponieważ konsystencja kosmetyku jest bardzo lekka, żelowa, "na  wierzch" dokładam jeszcze bogaty balsam do ciała (NS lub krem Nivea - ten najzwyklejszy), a na stopy krem do stóp ;). 

d/ Żel do mycia ciała - i znów: mocno chemiczny zapach. Oprócz tego dziwna konsystencja - żel słabo łączy się z wodą,  ma niską wydajność. Nie jest to kosmetyk dla mnie.

4. Dostępność: słaba. Wydaje mi się ze kosmetyki "Barwa" można kupić w sieci, może są też w prywatnych drogeriach, ale ja nie spotkałam ich w sprzedaży stacjonarnej.

Co jeszcze?

Składy takie sobie, przeciętne. Nie podoba mi się fakt, że producent obiecuje cuda ("Wygładzająco-dotleniające mleczko pod prysznic z proteinami mleka i miodu ...skóra staje się miękka ... a naskórek jest głęboko zregenerowany i odżywiony. - akurat!) które nie mają pokrycia w rzeczywistości.

Podsumowując - jedyny produkt który polubiłam to specyfik z kasztanowcem do zmęczonych nóg. Innych wypróbowanych przeze mnie kosmetyków nie polecam. Mam wrażenie że ich jedynym atutem jest dość niska cena, ale jeśli weźmiemy pod uwagę pielęgnacyjne propozycje Isany, ten argument także możemy wysłać w ciemny las. Szkoda :(.

Próbowałyście "Barwy"? Napiszcie proszę jakie są Wasze opinie na temat tych kosmetyków.

Majówkowy buziak, K.

środa, 1 maja 2013

Kwiecień w skrócie - photomix :).

Majówka rozpoczęta, siedzę sobie wygodnie z laptopikiem, Kota po mnie skacze :). Czas na fotograficzne podsumowanie kwietnia, który był dla mnie miesiącem dość męczącym i "zalatanym". Udało mi się jednak troszkę "popstrykać", a także znaleźć w sieci miłe dla oka ciekawostki. Oto cupcakeowy kwiecień w telegraficznym skrócie:

Lekka woda o wiśniowej nucie :). Uwielbiam!


Wypatrzone w "In Style": podoba mi się to zestawienie :).


Prawie się popłakałam - kiedy wlazłam na "Limango" okazało się ze nie ma moje go rozmiaru, buuuu ....


Poranny makijaż (mocno ograniczony ;)) - cień Virtual to to świetna sprawa, nigdy nie przypuszczałabym że jest tak dobrej jakości!


Stokrotki na balkonie :).


Nowa lektura nr 1 ...


Zużyłam ulubione kremy ...


Świetne zakupy w świetnej drogerii Top Drogeria (online) - będzie więcej na ten temat.


Znalazłam w sieci i bardzo chciałabym mieć! :)))
Także znalezione (nie zapisałam źródła) - chciałabym nauczyć się szyć chociaż trochę, uszyłabym sobie takie poduchy!


Nowe butki, nowa miłość ;)


Kocilla na nowej kanapie z bałaganem za pleckami :).


I Fikunia raz jeszcze :).


Uwielbiam forsycję!!!


Ulubiony tiszercik :).


 I w końcu trafiłam na poszukiwaną lekturę nr 2 - w dodatku ksiązka kosztowała ... 15 zł.


Odpoczywajcie Dziewczyny :)! Buziaki !

K.